Przemiana

 

Anioły z pomocą przyleciały,

Przybysze z gwiazd, wysłannicy Boga.

O wolność wraz z nami walczyły,

O lepszy dla Ziemi czas.

I Złoty Wiek dla nas się zaczął,

Gdzie miłość i równość znowu coś znaczą.

 

Na powitanie nowych nas,

Cudnymi kwiatami Gaja zakwitła.

Wiatru rześkim powiewem przytuliła,

Radosnym ciepłem słońca wypełniła.

W czystym lesie dając wytchnienie,

Z całego serca dziękując za Wzniesienie.

Reklamy

Jedność

 

Od wielu dni idziemy po schodach do nieba bram

Krok za krokiem, doświadczania cykl.

Nasze serca się wznoszą, a dusza raduje,

Dla dobra ludzi rozpada się stary świat.

Cegła po cegle znika oddzielenia mur

I wielu już czuje zjednoczenia dzień.

Dzień zwycięstwa dobra nad złem,

Dzień, w którym znów jesteśmy Jednym.

Droga

 

Obudziła go spadająca zasłona, którą powiesił w wejściu. Pomyślał że to kolejny poranek w jego życiu na drodze w nieznane. Rozciągnął się na swojej karimacie w namiocie, który od dłuższego czasu służył mu za dom i nagle poczuł, że dzisiaj coś ważnego się wydarzy.

Z radością wyszedł na zewnątrz, zrobił kilka ćwiczeń, pomedytował i zjadł lekkie śniadanie. Spojrzał na ścieżkę wijącą się na szczyt góry. Jeszcze długa droga przed nim…

… Robiło się już późno. Słońce schowało się za szczytem, ale nie rezygnował, chciał dojść jak najdalej. Zostało już tylko kilka kroków do tego załomu skalnego i tam rozbije obóz. Ostatkiem sił przeskoczył przez duży głaz, który niby jak mur oddzielał go od celu i gdy uniósł oczy, oniemiał.

Jego oczom ukazał się niezwykły widok. Pasmo szczytów górskich ciągnących się w nieskończoność pokrytych śniegiem, nad którymi w mistycznych rozbłyskach górowało zachodzące słońce. Stanął jak sparaliżowany, a jego twarz spowita była ferią barw. Miał wrażenie, że to światło wychodzi z niego, po czym wraca i oświeca jego twarz, oczy, duszę, wypełniając go po brzegi. I tak w nieskończoność.  Stał tak i poczuł się, jak to drzewo przed nim po lewej stronie. Samotny, nagi, pokorny wobec tej siły, która jest wszechobecna, ale i silny, wzmocniony wichrami życia i chwilami łaski. I nagle stało się, zniknęły wszystkie myśli. Poczuł jak stapia się z tym drzewem, górami, słońcem, niebem, ludźmi. Poczuł tą jedność ze Światem, ze wszystkim. Wypełnił go spokój i uczucie, którego tak naprawdę nie znał, ale które przeczuwał, że jest, o którym mówili Mistrzowie. To była Miłość… To był Bóg…

Myślę sobie, że każdy z nas jest na takiej drodze i czuję, że każdy kiedyś dojdzie do celu. Czasami droga jest kręta i długa, czasami wprost przeciwnie, to kwestia indywidualna. Czasami błądzimy, czasami mamy jasność. Czasami jesteśmy pewni celu, czasami wątpimy w sens tej podróży. Ale cel jest nieunikniony. W czasach przełomu, w których żyjemy, coraz więcej ludzi uświadamia sobie, że jest coś do osiągnięcia po za światem materialnym, coraz więcej ludzi zaczyna zauważać swoją duszę i jej potrzeby.

Nadchodzi Nowy Świat

Wszyscy widzimy, jaki jest teraz Świat, nie chcę o tym pisać, bo szkoda łez. Coraz ciemniej się robi, ale tak zawsze jest przed świtem. Czuję, tak jak i wielu ludzi na świecie, że zbliżamy się do punktu kulminacyjnego, w którym to, co złe musi odejść. Nadchodzi Nowa Ziemia, gdzie miłość i radość jest udziałem wszystkich, gdzie każdy czuje się bezpieczny i akceptowany, każdy ma dach nad głową i jedzenia dostatek. Każdy żyje wygodnie i samorealizuje się. Ma zapewniony byt i pracę, jeżeli tylko tego chce.

Tak Moi Drodzy, Utopia nadchodzi. Więc teraz nauczeni prawem przyciągania odwróćmy się od tego, co jest i oczami wyobraźni zacznijmy tworzyć lepszy świat. Niech w naszych umysłach i sercach zacznie się już nowe życie, a tylko czekać, jak zacznie się materializować w rzeczywistości.

Żyjemy w czasach przełomu, a słynne 2012 to nie mrzonki, choć wielu chciałoby, by tak było, aby zachowało się obecne status quo. Koniec Tego Świata nadchodzi i tylko się cieszyć. Ten świat powoli odchodzi w zapomnienie i nadchodzi nowe. Nowe podejście do człowieka, do przyrody, do Ziemi. Nowe podejście do polityki i rządzenia. Nowe podejście do pieniędzy i miłości. I wreszcie nowe podejście do Boga i naszych z Nim relacji, bo właśnie od naszego przebudzenia i wzniesienia zacznie się przemiana…

Przebudzenie

 

W kokonie zapomnienia

Gdzieś między trzecim a czwartym wymiarem zasnąłem.

Ciemność dookoła i gęstość bardzo ciężka.

Nie pamiętam kim jestem i dokąd zmierzam.

W bólu i cierpieniu czuję, jak ja się zmieniam.

 

A kiedy już Światłość na Ziemię zejdzie

I mieczem wolności kokon rozetnie

Wtedy na skrzydłach anielskich

Wzniosę się w Miłości przebudzeniu.

I stanie się jasność, w mej duszy zrozumienie

To Bóg był moim celem i z Nim ponowne zjednoczenie.

Już widać świt

 

Skupiony na swym wnętrzu zamykam oczy przed snem. Wypełnia mnie nadzieja i radość na nadchodzący świt. Dziś już wiem, jutro gdy wzejdzie słońce, nastanie nowy Świat. Świat Miłości, Świat wolności. Już dzisiaj słyszę huk rozrywanych kajdan wszechobecnego lęku i łoskot upadających krat zniewolenia świadomości. Me serce się cieszy. Spokojny zamykam oczy wiedząc, że dawny świat odchodzi w zapomnienie. Błogi sen.

Jeszcze resztki koszmaru przeszłości budzą mnie ze snu. Spoglądam w okno, świt tuż, tuż. Z radością oczekuję nadejścia pierwszych promieni jutrzenki, patrząc jak ciemność powoli ustępuje. I stało się!!! Fiat Lux!!! Rozkaz gdzieś z wnętrza, jakby z duszy otchłani, obudził ferie barw. Eksplozja Światła wypełnia serca unosząc je do gwiazd. Wszystko takie piękne, takie śliczne, takie JEDNO. Świat dookoła wiruje, niczym Tańczący Derwisze, kontemplując Boga. Uśmiechy w ludzkich oczach, ręce wyciągnięte z pomocą, serca otwarte, słowa tylko prawe, taki jest teraz Świat.

Jedność

 

Szedłem ulicą w jesienny dzień
Podszedł do mnie żebrak i dotknął wzrokiem
Zatrzymałem się i stało się
Coś we mnie pękło i runął mur

Dreszcz po plecach
Zimny powiew na twarzy
Kropla potu na skroni
Dziwne drżenie serca

Spojrzałem mu w oczy
I zobaczyłem siebie
Zrozumiałem!
Przede mną stał Bóg